Właściwie „Tereska”, i wcale nie jest to spoufalanie się z wielką świętą. W ten sposób odróżniamy ją od innej św. Teresy, zwanej Wielką. Nasza Tereska urodziła się w 1873 r. w Alençon (Francja) jako ostatnia z dziewięciorga dzieci (z których czworo zmarło). Teresie też groziła śmierć, gdyż matka nie mogła jej karmić. Po kilku miesiącach prawie zagłodzonym dzieckiem zajęła się wiejska kobieta, u której mała Tereska spędziła pierwszy rok swojego życia. Po powrocie do domu krótko cieszyła się bliskością mamy. Mając 4 lata, matkę straciła zupełnie.
Cała rodzina przeprowadziła się wówczas do domu wuja Izydora w Lisieux. Jej siostra Paulina przejęła wówczas rolę „drugiej mamy” dla Tereski, ojciec nazywał ją po prostu „księżniczką”, a Tereska ojca – „ukochanym królem”. To wiele mówi o relacjach miłości, jakie łączyły rodzinę.
Szczęście Tereski w Lisieux trwało krótko. Paulina, jej „druga mama”, dochodząc do pełnoletniości, opuściła dom i wstąpiła do Zakonu Sióstr Karmelitanek w Lisieux. Niedługo potem w jej ślady pójdzie „trzecia mama”, jej siostra Maria. Także Leonia, która zajmowała szczególne miejsce w jej sercu przez całe dzieciństwo, wstąpiła nieoczekiwanie do klarysek w Alenom. Gdy i Tereska zdradza swojemu ojcu zamiar pójścia w ślady swoich sióstr, ten wyznaje: „Dobry Bóg uczynił mi wielki zaszczyt prosząc o moje dzieci”.
Zaledwie 15 lat ma Tereska, gdy żegna się ze swoim ojcem, wchodząc za mury surowego klasztoru Karmelitanek. Cela, w której spędzi 5 lat, posiada jedynie siennik położony na deskach i elementarne wyposażenie. Nie było tam ani wody, ani ogrzewania, tylko mała spirytusowa lampka. Jakikolwiek widok na świat zasłaniał dach.
Czym się zajmuje? Nabożeństwa i modlitwy, zamiatanie, cerowanie, praca w ogrodzie. Wywiązuje się wspaniale z prostych rzeczy – to jest jej droga do świętości. „Być Miłością – to wcale nie jest trudne!” W duchowym dzienniczku napisze: „Mam tylko jeden sposób, by okazać Bogu moją miłość: rzucanie kwiatów, to znaczy, że nie opuszczę żadnej okazji do ofiary, choćby najmniejszej, żadnego spojrzenia, żadnego słowa, wykorzystam najdrobniejsze nawet czyny, by je pełnić z miłości”… (dlatego w ikonografii przedstawiana jest z naręczem róż i krzyżem w dłoni, jak to jest na naszym ołtarzu „maryjnym”).
Niezdrowe usytuowanie klasztoru i surowość mniszego życia niestety nie służyły wrażliwemu małemu kwiatuszkowi. Po kilku latach pobytu w klasztorze ujawniła się u Tereski gruźlica, która postępując, coraz bardziej wiąże ją z krzyżem Pana Jezusa. Ma zaledwie 24 lata, gdy kończy swoje życie. „Mój Boże… kocham Cię!” – wyszeptała umierając.