Niewątpliwie otoczenie w którym się znajdujemy wpływa na stan naszego ducha. Gdy tym otoczeniem jest świątynia – pomaga w skupieniu, lub rozprasza, skupia myśli na Bogu, lub oczy na pięknie czy brzydocie jej elementów.

Po zakończeniu wojny, gdy widocznych było wiele uszkodzeń, a wszystko wymagało troski, potrzeba było ustalić pewne priorytety działań: naprawić dach, okna, czy płot, pomalować mieszkanie, by godnie żyć, czy kościół, by lepiej się modlić?

Po naprawieniu najpilniejszych szkód wojennych dopiero w 1949 roku zapadła decyzja o malowaniu kościoła. Ówczesny Proboszcz, ks. Feliks Sapok napisał w Kronice:

w grudniu nasi ludzie wymalowali kościół pod kierownictwem p. Lempika (Czarny Bór, pow. Kamienna Góra, Dolny Śląsk). Tenże wykonał też nad prezbiterium artystyczny obraz przedstawiający Pana Jezusa na krzyżu, żołnierza, który przebił Najświętsze Serce, Najświętszą Maryję Pannę, św. Jana i św. Marię Magdalenę. Tak samo restaurował „Drogę krzyżową”, która pochodzi z kościoła we Wróblinie (parafia Naczęsławice).

Za proboszczowania ks. Jana Sorka, w 1953 roku, w wieży kościoła powstał pożar. Chociaż nie dotknął on bezpośrednio nawy kościoła to jednak wszystko zostało bardzo zakopcone. Niestety ks. Sorek (1950 – 1953 i 1959 – 1960) nie pisał Kroniki i nie mamy zapisków dotyczących tego wydarzenia.

Ks. Bernard Bartoszek, po objęciu parafii z końcem sierpnia 1954 roku, zarządził najpierw wielkie sprzątanie:

przystąpiono zatem do gruntownego oczyszczenia i wyczyszczenia kościoła. Zadanie to chętnie, gorliwie i sumiennie wykonały miejscowe dziewczęta”.

Świątynia musiała jednak wyglądać źle, czytamy bowiem zapisek:

„ściany w niektórych miejscach wyglądały jak w kuźni, więc parafianie byli z tego bardzo niezadowoleni. Bardzo chętnie zgodzili się na odmalowanie kościoła deklarując pomoc. Jeszcze w listopadzie 1954 roku przystąpiono do wstępnych prac przed malowaniem. „Najpierw pod okiem i kierownictwem p. Sobka, parafianina, postawiono rusztowanie. Deski i żerdzie wypożyczyli parafianie. Poczem blisko przez 2 tygodnie, do późnej nocy, z wielkim zapałem, zdzierali parafianie zakopcone i osmolone od pożaru ściany, stalowymi szczotkami”.

Początkowo prace postępowały dość szybko, bo „w grudniu, przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia (8.XII) prezbiterium było już wymalowane”. Później przebiegały wolniej. „Nawa kościoła była malowana przez miesiące zimowe od lutego aż do maja z przerwami. Ósmego maja 1955 przystąpiono do rozbierania rusztowania. Prace malarskie wykonał malarz artysta Lempik Teodor z Czarnego Boru.” Malowidło nad prezbiterium zostało zapewne nieco zmienione, lub całkiem przemalowane, gdyż nie odpowiada ono opisowi jakiego dokonał ks. Sapok (foto: Fresk z 1954 roku).

Fresk z 1954 roku

Odnowienie świątyni dokonane w 1962 roku zostało przez ówczesnego proboszcza Ks. Zenona Dzieżę opisane bardzo lakonicznie: „Na uroczystość Serca Pana Jezusa, patrona Parafii, odmalowano świątynię straduńską. Kościół nasz przybrał piękną, świeżą szatę artystyczną. Malował Kwinta Władysław z Prudnika”. Ta restauracja wnętrza była zapewne znowu koniecznością, gdyż w czasie krótkiego, drugiego już pobytu w Straduni ks. Jana Sorka (1959-60), od pozostawionego w zakrystii nie wygaszonego kadzidła powstał pożar. Zajęły się schody prowadzące na ambonę, potem drzwi i dalej baldachim nad amboną. Kościół znowu został zakopcony. Naprawy uszkodzonej przez pożar ambony dokonał Józef Jesionek z Mechnicy. Za kadencji ks. Dzieży w 1971 roku (dopiero) przyszedł czas na wymianę dwóch zniszczonych jeszcze w czasie wojny witraży. Zaraz po wojnie założone zostały prowizoryczne okna. „W tej chwili mamy piękne, nowe witraże w dwóch oknach: pod chórem i na schodach prowadzących na chór.” – zapisał w Kronice ks. Dzieża.

Ks. Władysław Kut (1979 – 1989) już w roku 1980 czynił przygotowania do poważnego remontu wnętrza, w wyniku którego miał być całkowicie wymieniony, bardzo słaby już strop nad nawą kościoła. Nie łatwo było wówczas o materiały, w tym najbardziej o drewno modrzewiowe, ale zostało ono, po wielkich staraniach zakupione. „Już 19 kwietnia 1982 roku zaczęto stawiać w kościele rusztowania. Nadzorował temu Stora Eryk ze Straduni. Następnie został zwalony strop, który był z gipsu i już odlatywał, grożąc zawaleniem.” Ornamentyka starego stropu widoczna jest na fotografii fresku z 1954 roku (patrz wyżej). „Sufit był jak sito i miejscami było widać dach, a na ołtarzach było zawsze zabrudzone, bo odpadały całe płaty.”

Salka w Domu Parafialnym 1982

Prace nie były łatwe, wymagały wymiany belek nośnych i skręcenia nowej konstrukcji śrubami, a przecież wszystko odbywało się na wysokości 12 metrów. Po zapuszczeniu konstrukcji przeciwko robakom można było przystąpić do nabijania klepek. Klepki wykonane zostały w stolarni Jana Jasika ze Straduni przy pomocy mieszkańców, a nabijaniem klepek zajęli się Herbert Plosczyca i Arnold Kaisig także z pomocą innych mieszkańców. „Do połowy czerwca cały strop był już obity. Następuje mycie ścian i rozpocznie się malowanie kościoła.” Odpust ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa 20 czerwca, odbył się na świeżym powietrzu, przy pięknej, choć wietrznej pogodzie. Codzienne msze święte odprawiane były w sali będącego w budowie Domu Parafialnego, w pomieszczeniu gdzie obecnie znajduje się biblioteka wiejska (foto: Salka w Domu Parafialnym 1982).

W sierpniu pan malarz wymalował obraz wniebowzięcia (foto: Fresk z 1982 roku), a potem we wrześniu została wymalowana nawa kościoła. Następnie był miesiąc przerwy, po czym od listopada do grudnia zostało wymalowane prezbiterium oraz odnowione i pozłocone ołtarze, figury i krzyże.” Prace zostały zakończone dwa dni przed Świętami Bożego Narodzenia. „Dzieła dokonał Koch Alfred z Koźla ze swoimi pracownikami.

Ponowne malowanie wnętrza kościoła w Straduni, które dokonane było za czasów ks. prob. Konrada Kosytorza w 1994 roku jest jeszcze stosunkowo świeże w pamięci wielu parafian, nawet tych młodszych. Sam ks. Kosytorz napisał o malowaniu w Kronice bardzo krótko: „Malowanie kościoła w sierpniu 1994. Rusztowania wypożyczono z parafii Cisek. Bardzo ładne. Kościół wysoki, w najwyższym punkcie 12 metrów. Boazeria umyta. Reszta pomalowana.

Przy ogrzewanym wnętrzu kościoła następuje dość szybkie brudzenie się ścian. Ostatnie malowanie miało miejsce w 2006 roku . We wrześniu, w dwa tygodnie, sprawnie i solidnie dzieła dokonała firma p. Janusza Wicher z Żużeli (foto: Malowanie 2006 i Majster Janusz Wicher). Sprawę rusztowania i utrzymania czystości podczas prac, przejęli na siebie parafianie. Mężczyźni sprawnie przestawiali elementy rusztowania na kolejny odcinek, w miarę postępujących prac, a dziewczyny z gimnazjum codziennie po lekcjach doprowadzały kościół do czystości, aby liturgicznie, normalnie mógł funkcjonować. Po zakończeniu prac kobiety wykonały generalne sprzątanie.

Dzięki trosce kolejnych duszpasterzy, wielkiemu zaangażowaniu parafian, w tym kolejnych składów Rad Parafialnych oraz ogromnej ofiarności wiernych mamy w Straduni piękną świątynię, miejsce modlitwy tych, dla których wiara jest cenną wartością.

/ML/

Fresk z 1982 roku
Malowanie 2006
Majster Janusz Wicher