Nekropolia [gr. nekrópolis ‘miasto umarłych’] – terminem tym właściwie określa się cmentarze starożytnej cywilizacji, aż po okres średniowiecza, i to jedynie w Grecji i świecie hellenistycznym. Rzymskim odpowiednikiem tego terminu było coemetrium (cmentarzysko). To ono upowszechniło się w Europie jako określenie miejsca spoczynku zmarłych – cmentarz.

Nazwa „Nekropolia” brzmi jednak bardzo dostojnie, uroczyście, co przy całym naszym szacunku do tego świętego miejsca wzbudza wiele pozytywnych uczuć. Człowiek bowiem żyje tak długo jak długo trwa pamięć o nim. Dowodem zaś pamięci o naszych bliskich, którzy odeszli, jest troska o należyty wygląd miejsca ich spoczynku na cmentarzu. Opieka nad grobem bliskiej osoby traktowana jest jako jeden z podstawowych moralnych i religijnych obowiązków wobec zmarłego człowieka. Mało tego – nie widzimy tego miejsca jako tylko kawałka ziemi w której złożyliśmy ciało zmarłego, ale jako „miasto” w którym żyje on nadal. Nie dziwi więc nas stosowanie takiego prostego skrótu myślowego, w którym patrząc na „miasto umarłych” oceniamy wiarę „miasta żywych”.

Piękny mamy cmentarz! Nie przypomina on „miasta umarłych”, miejsca w którym nie ma życia. Wprost przeciwnie, przypomina rozkwiecony ogród, który tylko na chwilę ktoś opuścił, by zaraz do niego wrócić. Albo ogród, który czeka na gości – groby są jak zarezerwowane dla konkretnych osób miejsca na ucztę wieczności. A my – odwiedzający cmentarz – jak słudzy tych dostojnych gości, którzy zaraz mają nadejść i do stołu zasiąść.

Honorowe, najważniejsze miejsce zajmuje Chrystus – Gospodarz, który na ucztę wszystkich zaprosił. Jego krzyż wznosi się wysoko nad mogiłami, jako znak, drogowskaz, aby nikt nie pobłądził i jako ten, który gwarantuje, że miejsce jest przygotowane dla wszystkich i że dla nikogo miejsca na uczcie życia wiecznego nie zabraknie.