Przyzwyczailiśmy się do zegara na wieży kościoła w Straduni, że odmierza nam czas, oznajmiając nadchodzące i upływające godziny. To nic, że przy tej okazji przypomina o uciekającym życiu, bo jednocześnie przypomina nam o kochającym nas, czekającym na nas zawsze w świątyni, o każde porze dnia i nocy Bogu.
Projektanci i budowniczowie kościoła w Straduni przewidzieli dla zegara miejsce, bo na 3-ch licach wieży zostały przygotowane legowiska na tarcze zegarowe. Czy już wówczas znany był fundator zegara? Na pewno 13 sierpnia 1922 roku, a więc w dniu poświęcenia kościoła zegara na wieży jeszcze nie było. Przez otworzy przeznaczone na oś zegarową wystawione były drzewce, a na nich zawieszone flagi powiewające nad tłumniezgromadzonymi wiernymi (foto: poświęcenie kościoła 1922).
Pierwszy mechanizm zegarowy ufundowała prawdopodobnie Grafin von Gaschin z Żyrowej. Ta sama, która też była właścicielką cegielni w Krępie, gdzie wypalono cegłę na nasz kościół. Niestety nikt już nie potrafi dziś powiedzieć z jakiej przyczyny zegar otrzymał tylko jedną tarczę – tę od strony zachodniej, czyli czołowej lica wieżowego. Z prawej i lewej strony wieży, gdzie miały się znajdować dwie pozostałe tarcze, nawet otwory na oś zegara były wybite – widać to wyraźnie na starym, przedwojennym zdjęciu (foto: poświęcenie kościoła 1922), a także na zdjęciu z 2001 roku, kiedy zmieniano hełm wieży (jest to ra sam tarcza zegarowa (foto: tarcza starego zegara).
Podczas II wojny światowej, chociaż wieża kościoła została uszkodzona, zegar nie ucierpiał, ale mechanizm często odmawiał już posłuszeństwa. Złotą rączką utrzymująca zegar przy życiu był dla niego p. Józef Lechnert, zamieszkujący na obecnej ul. Zielonej 1. Dokonywał potrzebnych napraw, smarował, oliwił, doglądał, a zegar wesoło wybijał godziny mieszkańcom Straduni, wdzięczny za pieszczące go dłonie, /…/ aż w końcu zegar stanął. Który to mógł być rok? Za ks. prob. Zenona Dzieży jeszcze odmierzał godziny, o czym świadczy jedyny zapis na temat zegara w Kronice Parafialnej pochodzący z 1961, informujący, że „pomalowano tarczę zegara, aby była lepiej widoczna”. Życie starego zegara na wieży straduńskiego kościoła skończyło się w październiku 1979 roku wraz ze śmiercią jego opiekuna. Józef Lechnert odszedł do wieczności 6 października 1979 roku. Potem zegar nie tylko nie chodził, ale czas dokonał na nim swoich zniszczeń. Na fotografiach z 2001 roku, kiedy zdejmowano hełm z wieży kościoła widać tarczę zegarową już bez wskazówek.
Przez 24 lata, może z przyzwyczajenia, wzrok starszych mieszkańców Straduni podnosił się na wieżę, bezskutecznie poszukując „czasu”, daremnie czekając na uderzenie zegarowego dzwonu. Aż /…/ w 2003 roku ks. prob. Konrad Kosytorz z Radą Parafialną podjęli decyzję, że przy okazji elektryfikacji dzwonów zamontowany zostanie nowy zegar. Na wieży pojawiły się tym razem 3 tarcze, a poruszający nimi elektroniczny zegar wskazuje do dziś bardzo dokładną godzinę, gdyż sterowany jest radiowo z satelity. Podobno zegary żyją!? Starzy zegarmistrzowie mówią nawet, że posiadają duszę. Ich tykanie przypomina bowiem bicie ludzkiego serca. Stary zegar wieżowy straduńskiej świątyni umarł!!! Jego wrak (werk) leży na drugim poziomie wieży naszego kościoła (foto: werk zegara).. Przechodząc tamtędy, choć na chwilę przywracam mu życie, uderzając młoteczkiem w zegarowy dzwon. Nic i nikt jednak nie jest w stanie dać mu nowego życia. Jego czas upłynął, tak jak minął czas budowniczych i fundatorów naszego kościoła, jak minie w końcu i nasz czas na ziemi .



