Stoi przy drodze łączącej Stradunię z Grocholubiem. Każdego kto tamtędy przejeżdża, Chrystus wiszący na krzyżu żegna bądź wita na straduńskiej ziemi. Dlaczego w tym miejscu?
Historia owego krzyża rozpoczyna się prawdopodobnie na początku XIX wieku. Przez ziemie należące do wsi Stradunia przebiegał szlak kupiecki prowadzący z Głogówka do Zdzieszowic. Szlakiem tym wędrowali bogaci kupcy z drogocennymi towarami. W miejscu gdzie dziś stoi krzyż zorganizowana została zasadzka żądnych pieniędzy rabusiów. Gdy czekali w określonym czasie na bogatego kupca znalazł się tam przypadkiem pewien ksiądz. Rabusie wzięli go za tego na którego czekają i zamordowali.
Ksiądz stracił życie, a na wieś na której polu to się wydarzyło spadła klątwa. W wierzeniach ludowych bowiem istnieje przekonanie, że za taki czyn wieś musi odpokutować – ze Straduni nigdy nie wyjdzie ksiądz; nie będzie stąd powołania ! Brednie? Prawda? Kto to wie?
Dla upamiętnienia tamtego tragicznego wydarzenia i przebłagania Boga, w 1909 roku, właścicielka pola Mariana Seltmann, wystawiła ufundowany przez siebie krzyż. Na nim kazała wyryć słowa: „Wykonało się. Ojcze w ręce Twoje polecam ducha mego”, z tyłu krzyża widnieje napis: „Fundowany Mariana Seltman”.
W 14 lat później, w 1923 roku ziemia na której stoi krzyż należała do rodz. Fleiszer (Fleischer). W tymże roku, kilka lat po swoim ślubie, pole (wraz z krzyżem) mieli zamiar kupić Józefa i Jan Steuer. Do tej pory był to jeden kawałek gruntu ciągnący się od Straduni aż do polnej drogi prowadzącej do Brożca. Pole to podzielono jednak na dwie części. Stało się tak z prozaicznej przyczyny: pieniędzy Steuerom starczyło tylko na taki areał ziemi, gdyż powiększając swoją posiadłość postanowili również podnieść swój prestiż społeczny i zafundować sobie mottorad. Pierwszy kawałek, od strony Straduni, zakupił Woszczyna, a drugi, wraz z krzyżem zakupili wspomniani Józefa i Jan Steuer, dziadkowie obecnego mieszkańca Straduni pana Romana Miczka. O krzyż bardzo dbali, w głębokim przekonaniu, że niesie on błogosławieństwo dla rodziny.
Gdy kończyła się II wojna światowa, wiosną 1945 roku przez ziemię straduńską przechodziły fronty wojenne. Ruskie wojska, idące na Zachód, grabiły straduńską ziemię z czego tylko się dało: od zegarków, biżuterii, po maszyny, nawet barki na Odrze. Mieli też zamiar zdemontować linię energetyczną biegnącą obok krzyża. Gdy przyszli do słupa znajdującego się tuż przy krzyżu jeden z sołdatów popatrzył na Pana Jezusa i chcąc pokazać swoją władzę strzelił z pistoletu w głowę Jezusa – pocisk przeszedł na wylot. Następnie zaczął wchodzić na słup, żeby zrzucić przewody i gdy już był prawie na górze zachwiał się i spadł na ziemię. Cały połamany zaczął krzyczeć z bólu. Stojący obok drugi żołnierz zastrzelił go… Widziała to właścicielka pola Józefa Steuer, gdyż pracowała wtedy tuż obok, i powiedziała: „skołrało go na miejscu„.
Przy odnawianiu krzyża wciskano do przestrzelonej głowy watę, papier, nawet gips, lecz zawsze plomby wypadały odsłaniając uszkodzenie (ranę na głowie Jezusa). Przy ostatniej renowacji p. Roman Miczka pozostawił przestrzeloną głowę otwartą, jako ślad historii i przestrogę dla potomnych /…/.
Zatrzymaj się przy krzyżu. „W nim cierpienie, zbawienie i … Miłości nauka.” !!!
/ML/

