Którego patrona wzywali? Czy zaklinali Boga, by On ratował? Co zwyciężyło: „ratować swoje”, czy „ratujmy się wspólnie”? Było więcej płaczu, czy wdzięczności Bogu, że … no właśnie za co?
Powódź w 1997 była unikalna w historii Polski. W dorzeczu górnej Odry fala powodziowa przekroczyła o 2-3 m najwyższe notowane dotąd stany wód. Lokalnie opady przekroczyły 500 mm, tj. 3-4 razy przekroczyły średnie sumy miesięczne.
7 lipca woda doszła też do Straduni – przy stanie wody na Odrze 1032 cm. zalewając 45 budynków mieszkalnych i 500 ha gruntów.
Dzisiaj, po 10 latach, inaczej wciąż mówić o tamtych wydarzeniach ludziom których powódź dotknęła, a inaczej tym, którzy wspominają w ten sposób tylko wydarzenie historyczne wioski. Inaczej nawet mówić o tym mnie, który znam to co się wydarzyło na Lesianach, Wałowej, Opolskiej, Zielonej, Powstańców Śląskich z fragmentarycznych wspomnień tu i ówdzie posłyszanych.
Słyszę w podświadomości – „Bo nie ubezpieczyli domów”, „bo nie zabezpieczyli wałów”, „bo podobno wysadzili …” – to minęło !!!
„Nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno.” (Jan Twardowski)
Myślę dziś o tych matkach z małymi dziećmi na ręku wsiadających do chybotliwej łodzi. Myślę o tej tułaczce po obcych przez wiele dni wielkiej wody. Myślę o tych pełnym nadziei spojrzeniach, że woda opada i można wracać do domu… Potem przyszedł ból nad utraconym majątkiem, dorobkiem całego życia.
Nadzieja jednak nie zawiodła!!! Zaufanie Bogu i samozaparcie powodzian dodały sił i pozwoliły znów się podźwignąć. Tak bardzo, że nieświadomy wydarzeń sprzed 10 lat przechodzeń nie znajdzie dziś w tych miejscach śladów tamtych wydarzeń zapisanych na murach domów – wciąż żywe są tylko tamte wspomnienia w sercach i umysłach … i zapewne długo jeszcze tam pozostaną /!?/
Człowiek jest silny – jeżeli zaufa Bogu, a w Nim uwierzy we własne siły!!!
/ML/
